"miłość, to najpiękniejsze sacrum / więc nie traktuj jej jak kontraktu / który zrywasz, gdy dzień masz gorszy / kiedy zyski chwilowo są mniejsze niż koszty / sacrum nie zmieni lekki podmuch wiatru / to źródło, którego nikt nie może zatruć"

sobota, 22 września 2012

7.


Tego ranka znowu obudziła się wcześnie i znowu męczyły ją mdłości. Jednak mimo wszystko na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Położyła dłonie na swoim brzuszku, przymykając oczy. Ciągle nie potrafiła w to uwierzyć. Naprawdę miała zostać mamą? Jednocześnie jednak nieustannie czuła strach. Obawę, że sobie nie poradzi, że się nie nadaje na matkę, że coś będzie nie tak, że... Mogłaby wymieniać wszystkie swoje wątpliwości wieczność. Kiedy spojrzała na budzik, jej wzrok padł na zdjęcie, stojące obok, na szafce. Zdjęcie jej i Artura. Wzięła je do ręki i uśmiechając się, delikatnie przejechała opuszkami palców, po jego twarzy. Tak bardzo chciałaby, żeby był z nią, żeby miała z kim podzielić się swoją radością i swoimi obawami. Żeby jej powiedział, że się cieszy. Dopiero teraz uświadomiła sobie, czego boi się najbardziej. Reakcji Artura.

***

Zaraz po śniadaniu, pojechała do hotelu. Chciała tam załatwić wszystko jak najszybciej i pojechać do szpitala.
- Cześć. Jest coś dla mnie?
- Jest.. - Dorota podała jej kilka kopert. - Słyszałam, że Artur wczoraj się obudził. Cieszę się.
- Tak, dzięki. - Uśmiechnęła się i odeszła w stronę windy.
W swoim gabinecie zostawiła korespondencję i płaszcz, i postanowiła wpaść do Iwony.
- Cześć! - zapukała, wchodząc do środka.
- O, Natalia. Chodź.
- Przepraszam, chciałam przyjść na odprawę, ale nie dałam rady. Co nowego?
- W zasadzie nic. Kończy nam się umowa z dostawcami ryb. Leszek ma do końca tygodnia przedstawić nowe oferty.
- Mhm.
- A powiedz jak Artur?
- Lekarz mówi, że będzie dobrze. Jest strasznie słaby, ale kiedy wczoraj się obudził... - Uśmiechnęła się ze łzami w oczach.
- I teraz już będzie dobrze. - Kobieta uśmiechnęła się do niej ciepło.
- Wiem, wierzę w to.
- Aa.. jak Ty się czujesz?
- Dobrze. - Kąciki ust delikatnie uniosły jej się do góry.
- Na pewno?
- Tak. Będę Ci dzisiaj potrzebna? - Zapytała od razu, chcąc zmienić temat.
- Chyba nie. A co, jedziesz do szpitala?
- Mhm. Jeszcze muszę coś załatwić na mieście.. - Uśmiechnęła się podnosząc się z krzesła.
- Pozdrów Artura.
- Dzięki.

***

Kiedy znalazła się w swoim gabinecie, sięgnęła po telefon, wybierając numer przychodni. Miała szczęście i udało jej się umówić na wizytę jeszcze tego samego dnia. Odetchnęła głęboko, odkładając telefon na biurko i sięgnęła po korespondencję.
Kilka minut później odłożyła dokumenty i zaczęła zbierać się do wyjścia.

Trochę ponad kwadrans później podjechała pod szpital. Zamknęła samochód i ruszyła w stronę doskonale już znanego budynku. Niedaleko sali Górskiego spotkała jego lekarza, który uspokoił ją mówiąc, że wszystko będzie dobrze. Co prawda Artur był bardzo słaby, ale badania które przeszedł nie wykazywały niczego podejrzanego. Chwilę później weszła salę, podchodząc powoli do łóżka chłopaka. Usiadła obok, ujmując delikatnie jego dłoń. Pod wpływem jej dotyku od razu otworzył oczy, a na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
- Natalia.. Cześć..
- Hej.. Jak się czujesz?
- Dobrze. - Uśmiechnął się.
- Artur...
- No nie jest źle. Naprawdę. Dobrze, że przyszłaś..
- Kocham Cię.. - Wyszeptała, jednocześnie w jej oczach delikatnie zaiskrzyły się łzy. Tak bardzo chciałaby, że już wszystko było dobrze. Tak bardzo chciała mu powiedzieć... ale wiedziała, że to nie jest najlepszy moment.
- Ja Ciebie też. - Ścisnął mocniej jej dłoń. - Chodź tu.. - pociągnął jej rękę delikatnie do siebie.
Uśmiechnęła się do niego rozbawiona i nachylając się nad nim, delikatnie musnęła jego usta.

W szpitalu spędziła ponad dwie godziny. Opowiadała Arturowi co w hotelu, mówiła, że wszyscy kazali go pozdrowić, i że trzymają za niego kciuki. Kiedy spojrzała w końcu na zegarek dochodziła 13:30. Jeśli chciała zdążyć do lekarza, musiała natychmiast zacząć się zbierać.
- Muszę iść... - westchnęła sięgając po torebkę.
- Już? - spojrzał na nią wyraźnie zawiedziony.
- Mam coś jeszcze do załatwienia na mieście... Jutro posiedzę dłużej, obiecuję. - Uśmiechnęła się, muskając jego wargi. - Paaa.



***

Po jakimś czasie zaparkowała samochód pod przychodnią. Niepewnie rozglądając się wokół, weszła do środka i usiadła na krześle pod ścianą. Czuła się tam trochę nieswojo, znowu wróciły do niej obawy..
Dopiero po kilkunastu minutach na korytarzu pojawiła się pielęgniarka.
- Natalia Lipska?
- To ja.. - podniosła się, zabierając ze sobą torebkę.
- Zapraszam panią...



czwartek, 13 września 2012

6.

Po drodze cały czas, dźwięczały jej w głowie słowa Iwony. Możliwe, żeby była w ciąży? Nigdy nie dopuszczała do siebie takiej myśli.. Kiedyś miała takie obawy, ale teraz w ogóle o tym nie pomyślała. Wchodząc do sali Artura, ciągle o tym myślała. W progu przystanęła nagle, widząc, że nad Arturem pochyla się dwóch lekarzy.
- Co się dzieje? - skierowała przerażony wzrok na jego matkę.
- Chyba się budzi... - wyjaśniła, nie odrywając spojrzenia od syna.
Kiedy spojrzała na niego, dostrzegła minimalne ruchy powiek.
- Słyszy mnie pan? - Lekarz zwrócił się do niego głośno.
W końcu powoli otworzył oczy.
- Słyszy mnie pan? - Mężczyzna powtórzył pytanie.
- … - Skinął delikatnie głową.
- Jak pan się nazywa?
- Artur.. - odpowiedział cicho, ochrypłym głosem.
- Został pan postrzelony, jest pan po operacji.. - Jednak Górski już go nie słuchał. Zaczął rozglądać się sali. Kiedy dostrzegł swoją matkę, stojącą obok, na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Jednak rozglądał się dalej, jakby kogoś szukając. W końcu zatrzymał swoje spojrzenie na Lipskiej.
- Natalia.. - wymówił bezgłośnie jej imię.
- Niech pani podejdzie. - Lekarz skinął na nią, odsuwając się.
- Artur.. - Usiadła na skraju łóżka, ujmując jego dłoń. - Artur... - drugą dłoń przyłożyła do jego policzka. Nie potrafiła hamować łez, spływających po jej policzkach.
- Nie płacz.. - wyszeptał – Kocham Cię.
- Ja Ciebie też.. Nie mów nic.. - powstrzymała go, kiedy chciał jeszcze coś powiedzieć. Był tak strasznie słaby.
Przeniósł swój wzrok na matkę, delikatnie unosząc dłoń. Górska podeszła od razu do nich.
- Synku... Tak strasznie się o Ciebie bałam... bałyśmy. - W jej oczach również pojawiły się łzy.

***

Artur zasnął, a Natalii w końcu udało się przekonać jego matkę, że powinna pojechać do hotelu i odpocząć. Sama jeszcze została. Najchętniej w ogóle by się stamtąd nie ruszała i nie spuszczała go już nigdy z oczu. Siedziała na krzesełku obok, dalej trzymając go za rękę. Po chwili obudził się, od razu uśmiechając się na jej widok. Jednak kiedy tylko chciał się poruszyć na jego twarzy pojawił się grymas bólu.
- Co jest?
- Nic. W porządku. - Ścisnął jej dłoń, na tyle na ile miał siły. - Dobrze, że jesteś..
Ciągle nie potrafiła, pohamować łez napływających jej do oczu.
- Natalia...
- Tak strasznie się o Ciebie bałam.. - wtuliła twarz w jego dłoń.
- Już zawsze będziemy razem. Obiecują. - Uśmiechnął się delikatnie. - A teraz idź do domu. Musisz odpocząć.
- Niee, jeszcze nie. - Usiadła wygodniej, opierając się o jego łóżko. - Ale Ty odpocznij. Nie mów już nic, nie męcz się. - Pogłaskała jego policzek.
Nie protestował już. Wiedział, że jak się uprze to i tak zostanie, a sam też chciał ją zatrzymać przy sobie. Po jakimś czasie zaczęły jej się zamykać oczy, chociaż sama próbowała przekonać Artura, że wcale nie jest zmęczona. Delikatnie poruszył ręką, którą trzymała. Natychmiast otworzyła oczy.
- Tusia.. Idź.
- …
- No idź.. Odpoczniesz i wrócisz rano. Wrócisz?
- Wrócę. - Uśmiechnęła się. Przez chwilę jeszcze siedziała wpatrując się w niego. W końcu nachyliła się nad nim, całując go w czoło i wstała, jednocześnie schylając się po torebkę. Jednak zrobiła to zdecydowanie zbyt gwałtownie, bo zakręciło jej się w głowie. Natychmiast usiadła z powrotem, przymykając oczy.
- Natalia? - spojrzał na nią badawczo, z wysiłkiem podnosząc głowę, nie zważając na ból.
- W porządku. Za szybko wstałam.. - Odetchnęła głęboko. - Już dobrze.
- Na pewno?
- Tak.. No, to idę. Powoli. - Uśmiechnęła się.

Kiedy znalazła się na korytarzu podeszła do automatu z wodą, nalewając sobie do plastikowego kubeczka. Zrobiła kilka łyków i poczuła się od razu lepiej. Jednocześnie jednak wróciły do niej słowa Iwony. Coś było inaczej, czuła to.
Kiedy wyszła z windy na parterze, w oczy rzucił jej się szyld szpitalnej apteki. Zatrzymała się, zastanawiając się przez moment. W końcu weszła do środka, stając w niewielkiej kolejce.



***

Kiedy wróciła do domu, zdjęła płaszcz i usiadła przy stole, wyjmując z torebki niewielkie pudełeczko. Bała się, chociaż z drugiej strony... jednak mimowolnie, kiedy pomyślała, że może Iwona ma rację, na jej twarzy pojawiał się delikatny uśmiech. Tylko.. czy to był odpowiedni moment? Ostatnio tyle się zmieniło, teraz postrzał Artura..
W końcu wstała, kierując się do łazienki. Im dłużej zastanawiała się nad tym, tym bardziej się tylko denerwowała.
Wróciła do kuchni kilka minut później. Odłożyła na stół test i podeszła do okna czekając na wynik. Chciałaby, żeby ktoś teraz z nią był, ktoś z kim mogłaby podzielić się swoimi obawami, kto by ją po prostu przytulił... Nie zauważyła nawet kiedy minęło 10min, po których według tego co było napisane na opakowaniu, powinien być już wynik. Usiadła ponownie przy stole, bojąc się jednak sięgnąć po niewielki przedmiot. W końcu wzięła go do drżącej dłoni i po chwili biorąc głęboki oddech, odwróciła wierzchem do góry. Wynik był jednoznaczny – wyraźnie malowały się dwie kreski. Serce zaczęło jej bić sto razy szybciej, a w oczach pojawiły się łzy. Sama nie było pewna, czy były to łzy strachu, czy może szczęścia. Gdzieś w środku, miała na to nadzieję, ale.. jej życie miało się teraz odwrócić o 360 stopni. Życie jej i Artura. Miała pojawić się w nim malutka istotka.. Położyła niepewnie dłoń na swoim zupełnie płaskim brzuszku. Nie potrafiła uwierzyć, że tam, w środku, nosi nowe życie... Maleństwo, za które będzie odpowiedzialna 24 godziny na dobę..



niedziela, 19 sierpnia 2012

5.

Kiedy spojrzała na komórkę, dochodziła 17. Nawet nie zauważyła, kiedy minęły dwie godziny. Powoli, starła z policzków pojedyncze łzy i wstając, nachyliła się nad Arturem i musnęła jego czoło. W drzwiach sali, prawie wpadła na jego matkę.
- Dzień dobry.. - odwróciła wzrok, chcąc ją jak najszybciej wyminąć.
- Pani Natalio.. możemy porozmawiać? - Górska zapytała, dotykając jej ręki. - Na moment. - Dodała, widząc niepewne spojrzenie dziewczyny.
- Dobrze.
Podeszły do rzędu krzeseł pod ścianą.
- Chciałam panią przeprosić. To wszystko jakoś głupio wyszło..
- Nic się nie stało. - Uśmiechnęła się do niej blado. - To nie pani wina.
- No tak.. - doskonale zrozumiała co Lipska miała na myśli. - Rozmawiałam z lekarzem, powiedział, że jest lepiej.
- Też z nim rozmawiałam. Przepraszam, pójdę. Chciałam pojechać do domu.
- A ja do Artura. - Uśmiechnęła się. - Do widzenia.

Zanim wyszła ze szpitala, zajrzała jeszcze do Igora.
- Cześć. - Uśmiechnęła się. - Chciałeś, żebym przyszła.
- Chodź.. - podniósł się do pozycji siedzącej. - Siadaj. - wskazał jej krzesełko obok łóżka. - Jak Artur?
- Lepiej. Ale ciągle nie odzyskał przytomności..
- Da sobie radę. W końcu ma o co walczyć, prawda? - Uśmiechnął się do niej.
- … - Przytaknęła tylko.
- Chciałem z Tobą porozmawiać, a w zasadzie... przeprosić Cię. - Spoważniał, spoglądając na dziewczynę.
- Za co przeprosić? - zapytała, zupełnie nie rozumiejąc, o czym mówi.
- Nawet nie wiesz jak mi jest cholernie ciężko, kiedy pomyślę, że gdybym nie zaczął się kłócić z tamtym facetem, gdybym nie chciał go wyprowadzić... nic by się nie stało.
- Igor, przestań! Przecież.. przecież to nie jest Twoja wina. Każdy mógłby się obwiniać.. - W jej oczach pojawiły się łzy. Wzięła głęboki oddech. - Powiedz lepiej jak Ty się czujesz? Kiedy wychodzisz?
- Bywało gorzej. Prawdopodobnie na początku przyszłego tygodnia.
Przerwało im pukanie do drzwi, w których pojawiła się Julka.
- To ja Was zostawię. - Natalia wstała, kierując się do drzwi. - Trzymajcie się.

***

Weszła do mieszkania, zdjęła płaszczyk, buty i usiadła na kanapie podwijając nogi. Była wykończona. Teraz chciałaby się tylko przytulić do Artura i już nigdzie się tego dnia nie ruszać. Ale była sama. Zupełnie. Wtuliła się w poduszkę przymykając oczy. Sama nie wiedziała, kiedy zasnęła. Obudził ją dźwięk telefonu. Na ekranie migało 'Iwona dzwoni'. Odebrała, podnosząc się. Szwed chciała upewnić się, że wszystko w porządku, że sobie radzi. Po skończonej rozmowie, przeszła do łazienki i wzięła szybki prysznic. Dochodziła 21. Położyła się do łóżka. Nie potrafiła przestać myśleć o Górskim, o tym, że teraz leży w szpitalu zupełnie sam, nieprzytomny. Chociaż wypłakała już tyle łez, ciągle nowe pojawiały się w jej oczach. Chciała, żeby ten koszmar się już skończył.


***

Obudziła się bardzo wcześnie. Budzik na szafce wskazywał 6:10. Powoli podniosła się. Nie czuła się najlepiej, znowu ją mdliło. Wstała przechodząc do kuchni. Usiadła przy stole, ze szklanką wody. Nie miała pojęcia co się dzieje, przecież nic takiego nie zjadła... Kiedy przez dłuższy czas nie poczuła się lepiej, zaparzyła sobie mięty i postanowiła razem z kubkiem wrócić do łóżka.

Kiedy w końcu ostatecznie wstała, czuła się dużo lepiej. Zrobiła sobie szybko jakieś śniadanie i zaczęła szykować się do szpitala. Już prawie wychodziła z mieszkania, kiedy dostała sms'a od Iwony, żeby przyjechała do hotelu. Westchnęła, wrzucając telefon do torebki i zamknęła za sobą drzwi. Na szczęście było już na tyle późno, że poranne korki się skończyły i już kilkanaście minut później zaparkowała pod hotelem. Znowu jak poprzednio skierowała się w stronę tylnego wejścia.
Po chwili zapukała do gabinetu Iwony.
- Proszę.
- Cześć. - Weszła do środka, siadając przed biurkiem.
- O, dobrze, że jesteś. Musisz mi to podpisać... - Podsunęła jej kilka kartek A4. - Miałam to już kilka dni temu odesłać.. A jak się czujesz dzisiaj? - Spojrzała na Lipską, kiedy odłożyła długopis.
- Teraz już dobrze. - Uśmiechnęła się.
- A przedtem? - Przyjrzała jej się uważnie.
- Ojej, też dobrze.
- Natalia.
- No, znowu było mi niedobrze, ale przeszło. To pewnie z nerwów. - Zaczęła zbierać swoje rzeczy.
- Zaczekaj.. - zatrzymała ją, jednak zaraz później się zawahała...
- Tak? - Usiadła z powrotem.
- Już wczoraj kiedy wybiegłaś do łazienki pomyślałam coś takiego... Może Ty po prostu jesteś..
- Jestem?
- Może jesteś w ciąży?
- Co? Ja.. nie... - Zaprzeczyła od razu. - Nie możliwe. Mówię Ci, to pewnie ze stresu. Jadę teraz do szpitala.




środa, 25 lipca 2012

4.



Zamówiła taksówkę i pojechała do Iwony. Nie chciała wrócić do pustego mieszkania, a oprócz Szwed nie miała tak naprawdę nikogo z kim mogłaby porozmawiać, po prostu pobyć.
Weszła do doskonale znanego sobie budynku i zadzwoniła do odpowiednich drzwi. Po chwili pojawiła się w nich Iwona.
- Natalia.. Chodź.. - zaprosiła ją do środka, jednocześnie zawiązują mocniej szlafrok.
- Obudziłam Cię.
- Nie szkodzi. - Uśmiechnęła się. - Coś się stało? - zapytała po chwili, spoglądając w oczy Lipskiej.
- Bez zmian. - Odpowiedziała cicho.
- Chodź, musisz się przespać. Przygotują Ci pokój Igora, to znaczy.. Twój pokój. - Ponownie się do niej uśmiechnęła.
Lipska usiadła w fotelu, nie zdejmując nawet płaszcza. Bez słowa, patrzyła jak Iwona wyciąga z szafy czystą pościel.
- Ja wiem, że teraz to nie ma żadnego znaczenia i co innego jest najważniejsze.. - odezwała się po chwili – ale matka Artura nawet nie wiedziała o mnie. Ciągle myśli, że to Dorota...
- Zrobiło Ci się przykro, ale może po prostu nie było okazji? Przecież wiesz, że Artur..
- Wiem.
- Pomyśl, że wszystko będzie dobrze i spróbuj się przespać. Jesteś strasznie blada. Przed 8 pojadę do hotelu, a koło południa mogę zawieść Cię do szpitala, co?
- Dziękuję. I przepraszam.

***

Iwona tak jak obiecała, załatwiła w hotelu najpotrzebniejsze sprawy i już po 12 była z powrotem w mieszkaniu. Delikatnie uchyliła drzwi, zaglądając do pokoju zajmowanego przez Natalię. Dziewczyna siedziała w łóżku, obejmując ramionami kolana ze wzrokiem utkwionym w oknie.
- Nie śpisz.. Przyjdź za chwilę, kupiłam świeże pieczywo. - Wycofała się, kierując się do kuchni. Odłożyła siatki na stół, zdejmując płaszcz.
Po chwili do pomieszczenia weszła Natalia. Usiadła przy stole, nie zwracając nawet uwagi na kanapkę podsuniętą jej przez kobietę.
- Spałaś w ogóle?
- Trochę...
- Zjedz coś.
- Nie jestem głodna..
- Kiedy ostatnio coś jadłaś? Napij się chociaż kawy.
- Mhm.. - przytaknęła i po chwili sięgnęła po kubek. Jednak zaraz po pierwszym łyku, natychmiast odstawiła go, rozlewając kawę i wybiegła z kuchni.
- Natalia?! - Iwona poszła za nią. - Natalia... - zapukała do łazienki, ale odpowiedział jej jedynie szum wody.
Dopiero po dłuższej chwili w drzwiach pojawiła się blada dziewczyna.
- Przepraszam... - wyszeptała, odgarniając z twarzy włosy. - Jakoś mi niedobrze. Nie wiem...
- Chodź.. - objęła ją ramieniem i zaprowadziła do salonu. - Usiądź. Nie wyglądasz najlepiej. Zaparzę Ci jakiejś mięty...
Po chwili wróciła, podając Lipskiej kubek z parującym napojem.
- Powinnaś odpocząć. - Stwierdziła, siadając w fotelu naprzeciwko. - Może to nie jest najlepszy pomysł, żebyś jechała do szpitala.. Zadzwonię do Ciebie..
- Nie.. - zaprzeczyła od razu. - Nic mi nie jest. Naprawdę już lepiej..
- No nie wiem... Na razie posiedź sobie, wypij to, a ja idę poszukać jakieś książki dla Igora.

Natalia dopiła miętę i ostrożnie podniosła się z kanapy. Ciągle nie czuła się najlepiej. Dalej trochę ją mdliło i była bardzo słaba. Powoli odniosła kubek do kuchni i przeszła do łazienki. Spojrzała do lustra, Iwona miała rację, nie wyglądała najlepiej. Nie przespana noc dawała się we znaki. Przemyła twarz zimną wodą, chcąc się jakoś rozbudzić i zajrzała do Iwony.
- Znalazłaś coś?
- Mam jakiś kryminał.. Nie wiem czy mu się spodoba. A Ty jak, lepiej?
- Mhm. Możemy jechać.

***

- A co w hotelu? - Lipska zapytała, kiedy utknęły w korku.
- W porządku. Goście już się uspokoili po wczoraj. I wszyscy pytają o Artura. Mam Ci przekazać, że trzymają za niego kciuki i są z Wami.
- … - Uśmiechnęła się tylko delikatnie.
- Matka Artura zatrzymała się u Nas.
- To dobrze.
- Mówiła, że nic się nie zmieniło. - Spojrzała kątem oka na Natalię, w która wpatrywała się w okno.
Kiedy w końcu ruszyły z miejsca, rozdzwoniła się komórka Iwony. Przez chwilę rozmawiała z kimś po drugiej stronie, a kiedy się rozłączyła, spojrzała na Natalię.
- Zupełnie zapomniałam o tym spotkaniu. Miałyśmy dzisiaj podpisać umowę na organizację tej konferencji firmy kosmetycznej. Pamiętasz?
- Mhm.
- Musimy tam podjechać, przyjechali z Francji specjalnie dla Nas.

***

- Poczekam na Ciebie w samochodzie. - Natalia odezwała się, kiedy zatrzymały się na parkingu pod hotelem. - Nie chcę tam iść, nie mam na to siły.
- Ale to może potrwać..
- Zaczekam. - Zadecydowała.
- No dobra. Postaram się załatwić to jak najszybciej.



Przedstawiciele firmy kosmetycznej, czekali już na Iwonę w jej gabinecie. Miała nadzieję, że podpisanie umowy nie potrwa długo, jednak Francuzi mieli nadzieję, na negocjacje warunków. Dotarła już do nich wiadomość o strzelaninie w hotelowej kantynie i trochę się obawiali. Menager na moment przeprosiła ich, dzwoniąc do Natalii. Po chwili udało jej się przekonać, dziewczynę, żeby weszła do środka i zaczekała na nią w restauracji. Wykonała również szybki telefon do Wioli, prosząc ją, żeby zajęła się Lipską.

Powoli wysiadła z samochodu, kierując się w stronę tylnego wejścia. Nie miała ochoty się z nikim widzieć. Chciała nawet zamówić sobie taksówkę, ale w końcu zgodziła się, żeby zaczekać w hotelu. Nie chciała jechać sama.
Szła jednym z korytarzy, kiedy nagle usłyszała za sobą głos Doroty.
- Natalia.. zaczekaj.
- Tak? - Na to spotkanie najbardziej nie miała ochoty.
- Wiem, że nie przepadamy za sobą, ale gdybyś czegoś potrzebowała..
- Dzięki. - Wysiliła się na uśmiech, chcąc odejść.
- Rozmawiałam z panią Marią. Wytłumaczyłam jej wszystko, chociaż obie wiemy, że nie ja to powinnam zrobić.
- … - przytaknęła tylko, powoli odwracając się i odchodząc. Recepcjonistka przypomniała jej o tym, o czym chciała zapomnieć. O wątpliwościach, jakie wywołała w niej matka Artura.
Weszła do restauracji siadając przy barze.
- Cześć.
- Natalia.. - Robert uśmiechnął się na jej widok. - Jak się czujesz?
- Prawdę mówiąc marnie.
- Coś się stało? - zapytał, widząc łzy delikatnie połyskujące w jej oczach.
- Nie, nie.. Z Arturem bez zmian. Tylko po prostu... No wszystko jest nie tak. - Podparła głowę ręką, starając się nie rozpłakać.
- Natalia... - podeszła do nich Wiola – Iwona prosiła, żebym się Tobą zajęła. Chodź, zjesz coś ciepłego.
- Nie, ja naprawdę..
- Chodź, chodź dziecko.. - objęła ją ramieniem, prowadząc do stolika na boku.
Więcej nie protestowała. Pozwoliła się posadzić przy stoliku, a po chwili pojawił się przed nią talerz gorącej zupy.
- Danie dnia. - Wiola uśmiechnęła się do niej, siadając naprzeciwko.
Odwzajemniła gest, sięgając powoli po łyżkę. Przez chwilę jadła w milczeniu. W pewnej chwili kiedy przeniosła swoje spojrzenie na kobietę siedzącą naprzeciwko zupełnie się rozkleiła.
- … - Wiola bez słowa, przykryła jej dłoń, swoją dłonią. - Wszystko będzie dobrze..
- Wszyscy to mówią... a ja nie mam siły. Zawsze wszystko było nie tak, a teraz... - Potrzebowała się przed kimś po prostu otworzyć, wygadać. Czuła, że kobieta, która była dobrym duchem hotelu, na pewno ją zrozumie.

***

Minęły prawie dwie godziny, kiedy Iwona pojawiła się w restauracji. Kiedy dostrzegła Natalię przy jednym ze stolików, natychmiast do niej podeszła.
- W końcu podpisaliśmy tą umowę. Musiałam im trochę opuścić, ale i tak nam się opłaca ta konferencja. Możemy jechać..
- Mhm... - Podniosła się, sięgając po torebkę i zakładając płaszcz. - Dziękuję pani Wiolu. - Uśmiechnęła się delikatnie do kobiety.
- Pamiętaj, że cały hotel jej z Wami.
- Dziękuję.

***

Kiedy tylko weszła na oddział od razu skierowała się do gabinetu lekarza. Zapukała do drzwi i delikatnie je uchyliła.
- Można?
- Tak, tak. Zapraszam panią. - Wskazał jej krzesło przed biurkiem.
- Co z Arturem? - zapytała, patrząc niepewnie na mężczyznę.
- Jest już dużo stabilniejszy. Teraz już naprawdę wszystko powinno być lepiej.
- A... kiedy odzyska przytomność?
- Tego nie mogę pani powiedzieć. To jest kwestia bardzo indywidualna. Ale pani narzeczony jest młody, ma silny organizm, więc wszystko powinno być dobrze.
- Rozumiem..
- Proszę być dobrej myśli. - Lekarz uśmiechnął się do niej. - Może pani na chwilę przy nim posiedzieć.

***

Siedziała obok łóżka Artura, ujmując jego rękę. W oczach szkliły jej się łzy, chociaż była już trochę spokojniejsza po rozmowie z lekarzem. Tak bardzo chciałaby, żeby się już obudził, żeby uśmiechnął się do niej jak zawsze.. Chciała mu powiedzieć, że jest dla niej bardzo ważny, że go kocha...

Po jakimś czasie w drzwiach sali pojawiła się Iwona.
- Natalia... - odezwała się cicho...
- … - Wstała z krzesełka, podchodząc do kobiety. - Lekarz mówi, że jest lepiej, że jest stabilniejszy. - wyjaśniła od razu, oglądając się na chłopaka.
- To dobrze. Ja jadę do hotelu.
- Dobrze, ja zostanę.
- Igor chciał, żebyś do niego zajrzała. - Uśmiechnęła się.
- Okej.
- No to trzymaj się, cześć.

Podeszła z powrotem do łóżka Artura. Ponownie ujęła jego dłoń, wtulając w nią twarz. Chociaż wiedziała, że w tym momencie nie może mu nijak pomóc, to jednak czuła się pewnie siedząc przy nim. Jak gdyby kiedy go pilnowała, nic nie mogło mu się stać.
- Kochanie.. - delikatne przejechała dłonią po jego policzku – proszę, wróć do mnie...



niedziela, 22 lipca 2012

3.


Trochę krótko, ale właśnie taka ta część powinna chyba być ;D


Był środek nocy. Nie zauważyła nawet kiedy zasnęła, teraz wszystko ją bolało. Ocknęła się słysząc swoje imię i czując, że ktoś dotyka jej ramienia. Powoli otworzyła oczy, podnosząc głowę. Stała nad nią Górska.
- Co z Arturem? - Zapytała od razu, kiedy tylko dziewczyna się obudziła. Cała drżała, a w jej oczach błyszczały łzy.
- Jest po operacji. Ta noc jest decydująca. - Opowiedziała powoli. - Tutaj. - Wskazała salę Artura.
Kobieta od razu pobiegła we wskazanym kierunku. Po jakimś czasie, ponownie podeszła do Lipskiej, siadając na krzesełku obok. Drżącymi dłońmi ścierała z twarzy łzy.
- Rozmawiała pani z lekarzem? - Zapytała drżącym głosem.
- Powiedział tylko, że trzeba czekać. Kiedy.. kiedy minie ta noc, powinno być lepiej..
- Ale jak.. jak to się w ogóle stało?
- Artur.. - zaczęła opowiadać łamiącym się głosem. Tak trudno było jej wracać do tych wydarzeń – został w kantynie jako zakładnik.. Miałam zebrać pieniądze, chciałam przekonać tamtego człowieka... wtedy wtrącił się Tomek... zaczął krzyczeć, prowokować.. Artur.. chciał go uratować, rzucił się z nim na podłogę... - przerwała, nie mogąc mówić dalej. Po jej twarzy spływały strumienie łez. - Przepraszam.. - Rozpłakała się na dobre.
- Boże... - ukryła twarz w dłoniach, próbując sobie to jakoś ułożyć. Do tej pory nie potrafiła uwierzyć, że tam obok leży nieprzytomny, jej syn.

Przez dłuższy czas siedziały w ciszy. Żadna z nich nie wiedziała co mogłaby powiedzieć, jak pocieszyć, zarówno siebie jak i tą drugą. Co jakiś czas do Artura przychodził lekarz, jednak nie mógł im powiedzieć nic nowego. Dochodziła 5 nad ranem, kiedy podszedł do nich lekarz operujący Górskiego.
- Pani jest pewnie matką pana Artura, tak? - Spojrzał na panią Marię.
- … - przytaknęła.
- Niestety nie ma żadnych zmian. Jak tylko będę coś wiedział natychmiast paniom powiem, a teraz powinny panie odpocząć. Zwłaszcza pani – spojrzał na Natalię. - Proszę przekonać narzeczoną syna, że siedząc tutaj non stop w niczym mu nie pomoże. - Posłał im ciepły uśmiech i odszedł.
- Narzeczoną? - Pani Maria, skierowała na Lipską zaskoczone spojrzenie. - Przecież.. Ale gdzie jest jego dziewczyna, Dorotka?
- Do.. Ar.. - powoli docierało do niej, że mama Artura nie wiedziała o niej, Górski niczego jej nie wytłumaczył, nie wyprowadził z błędu. Nagle poczuła, że robi jej się słabo. Powoli podeszła do krzesła, przykładając rękę do czoła i oddychając głęboko.
- Źle się pani czuje? - Górska podeszła do niej.
- Mmm.. już dobrze.. - odezwała się cicho, jednocześnie czując, że do oczu napływają jej łzy.
- Przyniosę wodę.. tylko.. - zatrzymała się jeszcze na moment – ja nie rozumiem. O co tu chodzi? Dlaczego pani tu...
- Przepraszam... - odezwała się płaczliwym głosem, przerywając Górskiej i zbierając swoje rzeczy. - To... - Chciała coś jeszcze powiedzieć, ale nie dała już rady walczyć dłużej ze łzami. Po prostu odeszła szybkim krokiem, ocierając po drodze policzki.

poniedziałek, 16 lipca 2012

2.



Długo siedzieli w milczeniu. Natalia nie potrafiła przestać myśleć, co będzie jeśli... Tak cholernie się bała. Tak długo im nie wychodziło. Najpierw przez Mateusza, potem pojawił się Tomek, a z drugiej strony była Dorota. A teraz kiedy wyjaśnili sobie wszystko, kiedy byli szczęśliwi, stało się to wszystko.
Po jakimś czasie podniosła wzrok na siedzącego obok chłopaka.
- A Malewicz?
- ... - pokręcił tylko przecząco głową.
- Nie żyje.. - odpowiedziała sama sobie i utkwiła wzrok w martwym punkcie.
Znowu zapanowało milczenie.

Przed szpitalem zatrzymał się ciemny samochód, z którego w pośpiechu wysiadła Iwona i Andrzej. Kobieta od razu podbiegła do ławki, na której siedziała Lipska z Robertem.
- Natalia, co z Igorem?
- ... - dziewczyna jednak nie spojrzała nawet na nią.
- Robert.. - spojrzała na barmana z przerażeniem.
- Wszystko jest dobrze. Trzecie piętro, 120.
Od razu oboje w biegli do szpitala.
Po chwili znaleźli się na odpowiednim korytarzu, szukając drzwi nr.120.
- Tutaj. - Andrzej, nacisnął klamkę.
- Igor... - Iwona od razu znalazła się przy łóżku syna, a w jej oczach zaiskrzyły się łzy. - Igor..
- Spokojnie, jeszcze żyję.. - spróbował się uśmiechnąć.
- Ale co się stało? Bardzo Cię boli? - Spojrzała na jego zabandażowane ramię.
- Da się przeżyć. - Stwierdził. Kiedy oboje już uspokoili się nieco i zobaczyli, że Igorowi naprawdę już nic nie grozi, opowiedział im na tyle szczegółowo, na ile pamiętał, co się stało. - A teraz lepiej powiedzcie mi jak Natalia się trzyma?
- Natalia? - niezrozumiała o co mu chodzi.
- Robert był, mówił, że z Arturem jest źle.
- Artura też postrzelił? O Boże...

***

- Naprawdę powinieneś pojechać.. - Odezwała się, spoglądając kontem oka na chłopaka siedzącego obok. - Nie ma sensu, żebyś tu siedział, a ja dzisiaj na pewno nie wrócę do domu.
- No dobrze, tylko pamiętaj, jakbyś mnie potrzebowała, zawsze możesz dzwonić.
- Mhm.. Dziękuję.
- Trzymaj się. - Posłał jej ciepły uśmiech i powoli skierował się do samochodu.
Kiedy Robert odjechał już spod szpitala, Natalia powoli weszła do środka. Wchodząc na odpowiedni oddział wpadła na Iwonę.
- Natalia.. co z Arturem? - Dotknęła ramienia dziewczyny, patrząc na nią z troską.
- Jest po operacji, ale.. ta noc jest decydująca.. - odpowiedziała, łamiącym się głosem, a oczy znowu wypełniły jej się łzami.
- Cii... Będzie dobrze.. - kobieta przytuliła ją do siebie, głaszcząc jej plecy. - Chodź usiądziemy. Zostanę z Tobą na chwilę. Igor pytał o Was.. - odezwała się po chwili ciszy. Chciała jakoś wciągnąć Lipską w rozmowę, żeby chociaż przez chwilę przestała się martwić, jednak dziewczyna nawet nie zareagowała, patrząc w ścianę.
- On miał rację. - Odezwała się w pewnej chwili. - Jestem podłą suką.
- Co? O czym Ty mówisz? - Szwed spojrzał na nią zupełnie zaskoczona.
- Kiedy dowiedziałam się, że nie żyje, poczułam ulgę. Rozumiesz? Jakbym się ucieszyła, że umarł.. - Wybuchnęła płaczem, ukrywając twarz w dłoniach.
- Natalia.. - domyśliła się, że dziewczyna mówi o Malewiczu – masz prawo tak się czuć. Ostatnio dużo przez niego przeżyłaś. No już...
- Ale to jest takie... Artur też tutaj jest przeze mnie.. gdybym... gdybym zebrała pieniądze.. - mówiła powoli, połykając łzy. - Gdybym nie prosiła Tomka, żeby przyjechał do hotelu...
- Nie możesz się za to obwiniać! Teraz najważniejsze żeby wszystko dobrze się skończyło. Musisz myśleć pozytywnie, wierzyć w Artura, a nie roztrząsać co mogłaś zrobić.
- …. - przytaknęła tylko, próbując się jakoś uspokoić.
- Może pójdziemy do bufetu? Napijemy się herbaty...
- Niczego nie przełknę... - wstała z krzesełka, przechodząc kawałek. - Będziesz dzisiaj w hotelu? Trzeba tam będzie ogarnąć wszystko..
- Prosto stąd tam pojadę. Wiola już do mnie dzwoniła, zajęła się wszystkim.
- To dobrze. Pozdrów Igora ode mnie. - Wysiliła się na blady uśmiech.
- Natalia... - wstała, podchodząc do niej. Widziała jak bardzo stara się trzymać. - Naprawdę wszystko będzie dobrze. - W tej samej chwili rozdzwoniła się jej komórka. - To Andrzej.
- Idź.
- Gdybyś mnie potrzebowała możesz dzwonić o każdej porze, wiesz o tym?
- … - przytaknęła, wtulając się w ramiona kobiety.
- Zajrzę rano, trzymaj się.

Kiedy Iwona zniknęła za drzwiami oddziału, dziewczyna skierowała się powoli w stronę drzwi z napisem OIOM. Podeszła do szyby oddzielającej ją od sali na której leżał Artur i na moment przymknęła oczy. Kiedy spojrzała na niego, oczy mimowolnie zaszły jej łzami. Był taki blady, podłączony do tej całej aparatury.. Zupełnie bezbronny. Tak bardzo chciałaby mu jakoś pomóc.. Ale teraz mogła tylko czekać i to było najgorsze. Bezradność.
Nie zauważyła nawet, kiedy podszedł do niej lekarz, z którym wcześniej rozmawiała.
- Powinna pani pojechać do domu i odpocząć. Tutaj naprawdę nic pani nie zdziała.
- Zostanę tutaj. - Odpowiedziała zdecydowana.
- Zawiadomiła pani jego rodzinę? - zapytał.
- Tak. Matka przyjedzie. - Starła z policzka pojedynczą łzę.
- Proszę być dobrej myśli. - Lekarz posłał jej ciepły uśmiech i wszedł na salę Górskiego.
Przez moment patrzyła jak sprawdza coś na monitorze, bada puls Artura.. W końcu powoli odwróciła się i odeszła w stronę rzędu krzeseł. Usiadła na jednym z nich, kładąc obok płaszcz i torebkę. Oparła głowę na rękach, próbując skierować swoje myśli gdzieś indziej. Nie miała już siły płakać.

czwartek, 12 lipca 2012

1.

- Artuuuuuuur! Nieeeee! - Cisze w kantynie, jaka zapanowała na kilka sekund po wystrzale, rozdarł krzyk Natalii.
Natychmiast podbiegła i uklękła obok chłopaka, który upadł na podłogę. - Artuur.. Błagam.. - z przerażeniem wpatrywała się w jego twarz. Przecież jemu nic nie mogło się stać, przecież ona go kochała! Najważniejsze dla niej było by przeżył. Nie zwracała już uwagi na to co działo się wokół, tuląc go do siebie, nie słyszała kolejnego strzału..
Po kilkunastu sekundach, do kantyny wbiegli policjanci obezwładniając szaleńca, a zaraz za nimi lekarze. Od razu podbiegli do leżących na podłodze mężczyzn.
- Proszę się odsunąć! - jeden z nich zwrócił się do Natalii.
Dziewczyna jednak nie zareagowała, nadal siedziała na podłodze, obejmując głowę Artura.
- Natalia, chodź - Robert podszedł do niej i chwytając za ramiona, odciągnął nieco dalej.
Lipska wtuliła twarz w koszulę barmana, zanosząc się płaczem.
- Wszystko będzie dobrze. - Przytulił ja mocno.
Po chwili lekarze w pośpiechu zabrali Artura do jednego z Warszawskich szpitali.

- Zawieść Cię tam? - Robert zapytał, spoglądając na Lipską, która ledwo trzymała się na nogach.
- ... - przytaknęła.
- Chodź. - obejmując ją ramieniem, wyprowadził na zewnątrz.

***

Siedziała na jednym z białych, szpitalnych krzesełek. Robert chodził nerwowo wzdłuż korytarza. Zupełnie straciła już poczucie czasu. W duchu modliła się tylko, żeby Artur wyszedł z tego cało. Nie umiała sobie wyobrazić, że mogłaby go stracić. I to teraz, kiedy wydawało się, że wszystko wychodzi na prostą.
- A jeśli.. - odezwała się, podnosząc zaczerwienione i opuchnięte oczy w stronę chłopaka.
- Nie wolno Ci tak myśleć. - Natychmiast usiadł obok ściskając jej dłoń. - Nic mu nie będzie, słyszysz?
- .. - przytaknęła. - Wiesz, że ja mu nigdy nie powiedziałam, że go kocham?
- Powiesz i będziecie szczęśliwi.. - przygarnął ją ramieniem do siebie. - Przynieść Ci wody?
- Mhm..
Na moment odszedł do automatu stojącego kilka metrów dalej. Kiedy wrócił, podał jej plastikowy kubeczek.
- Masz numer jego mamy?
- Mamy.. - podniosła na niego wzrok zastanawiając się - nie, ale... zapytaj Doroty. Zadzwonisz do niej? Nie mam siły.. - oparła twarz na rękach, a po jej policzkach znowu spłynęły łzy.
- Jasne.
Chłopak najpierw wykonał krótki telefon do Doroty, której krótko wyjaśnił sytuację i w końcu zdobył numer telefonu Górskiej. Zrobił głęboki wdech i przyłożył komórkę do ucha. Po chwili usłyszał w słuchawce głos kobiety.
- Dzień dobry. Z tej strony Robert Zalewski, jestem kolegą Artura z pracy. Artur.. jest właśnie operowany, w hotelu był wypadek, został postrzelony.. Proszę się uspokoić, na pewno wszystko będzie dobrze.. Na Karowej.. Oczywiście. Do widzenia. Przyjedzie tutaj. - zwrócił się do Natalii.

Mijały długie minuty, godziny. Miała już dość tego czekania. W końcu zza drzwi bloku operacyjnego wyszedł lekarz. Natychmiast poderwała się z krzesełka i podeszła do niego.
- Panie doktorze..
- Pani jest kimś z rodziny?
- Na.. narzeczoną.
- Przejdźmy może do mojego gabinetu. - Wskazał na pobliskie drzwi.
- .. - przytaknęła tylko, kierując się za nim. Kiedy usiadła na krzesełku przed biurkiem, spojrzała wyczekująco na mężczyznę
- Na szczęście kula minęła serce, ale jeszcze nie jest po wszystkim. Stan pani narzeczonego nadal jest bardzo ciężki, a w zasadzie krytyczny. Dzisiejsza noc będzie decydująca.
- Mogę go zobaczyć? - zapytała, próbując otrzeć łzy z policzków.
- Ale tylko na moment...
Lekarz zaprowadził Natalię na OIOM. Powoli podeszła do łóżka na którym leżał chłopak.
- Artur... - delikatnie dotknęła jego dłoni.
Nie odrywając wzroku od twarzy chłopaka usiadła na krzesełku obok łóżka. W końcu rozpłakała się, wtulając twarz w jego dłoń.
- Proszę Cię.. Artur.. - przyłożyła dłoń do jego policzka. - Kocham Cię.
- Przepraszam. - Na salę weszła lekarka. - Nie powinna tu pani długo siedzieć. - Podeszła do monitoria, do które był podłączony Artur i coś sprawdziła. - Pan Artur potrzebuje teraz dużo spokoju.
- A... po dzisiejszej nocy... - podniosła wzrok na kobietę.
- Jeżeli wszystko się dobrze skończy, powinno być tylko lepiej. Niech pani trzyma kciuki. Jest młody, da sobie radę. A teraz niech pani pojedzie do domu.
- Nie, nie mogę. - Zaprzeczyła od razu. Po chwili wstała i wyszła na korytarz.
- I co? - Robert podszedł do niej.
- Yy... - spojrzała na niego nieco nieobecnym wzrokiem. - Musi przeżyć noc. - Odpowiedziała, opierając się plecami o ścianę. W jej oczach nieustannie zbierały się łzy. Nie miała siły z nimi walczyć.
- Będzie dobrze. - Przytulił ją do siebie. - Tak długo o Ciebie walczył, że teraz na pewno nie da za wygraną. Byłem u Igora.
- Igora? - Podniosła na niego załzawione spojrzenie. - Aa. - Przytaknęła.
- Na szczęście to tylko ramię. Michał zadzwonił do Iwony. Niedługo będzie. Teraz Julka do niego przyszła. - Próbował ją wciągnąć w rozmowę.
- Powinnam do niego pójść...
- Daj teraz spokój. Chodźmy na zewnątrz, świeże powietrze dobrze Ci zrobi.
- Na pewno nie chcesz tu ze mną siedzieć. Dam sobie radę. - Mówiła, z trudem panując nad głosem.
- Artur by mi nie darował, gdybym Cię tu zostawił samą. Chodź.
Podał jej płaszczyk i razem wyszli przed szpital.

środa, 11 lipca 2012

:)

Cześć!

Na początek wypadałoby coś powiedzieć. A więc... Na tym oto blogu będzie pojawiało się opowiadanie dotyczące dwójki głównych bohaterów serialu "Hotel 52" - Natalii i Artura. Wszystko zaczyna się od ostatnie odcinka 3 serii, czyli strzelaniny w hotelowej kantynie, a później... to już tylko moja inwencja twórcza ;)

Etykiety