"miłość, to najpiękniejsze sacrum / więc nie traktuj jej jak kontraktu / który zrywasz, gdy dzień masz gorszy / kiedy zyski chwilowo są mniejsze niż koszty / sacrum nie zmieni lekki podmuch wiatru / to źródło, którego nikt nie może zatruć"

sobota, 22 września 2012

7.


Tego ranka znowu obudziła się wcześnie i znowu męczyły ją mdłości. Jednak mimo wszystko na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Położyła dłonie na swoim brzuszku, przymykając oczy. Ciągle nie potrafiła w to uwierzyć. Naprawdę miała zostać mamą? Jednocześnie jednak nieustannie czuła strach. Obawę, że sobie nie poradzi, że się nie nadaje na matkę, że coś będzie nie tak, że... Mogłaby wymieniać wszystkie swoje wątpliwości wieczność. Kiedy spojrzała na budzik, jej wzrok padł na zdjęcie, stojące obok, na szafce. Zdjęcie jej i Artura. Wzięła je do ręki i uśmiechając się, delikatnie przejechała opuszkami palców, po jego twarzy. Tak bardzo chciałaby, żeby był z nią, żeby miała z kim podzielić się swoją radością i swoimi obawami. Żeby jej powiedział, że się cieszy. Dopiero teraz uświadomiła sobie, czego boi się najbardziej. Reakcji Artura.

***

Zaraz po śniadaniu, pojechała do hotelu. Chciała tam załatwić wszystko jak najszybciej i pojechać do szpitala.
- Cześć. Jest coś dla mnie?
- Jest.. - Dorota podała jej kilka kopert. - Słyszałam, że Artur wczoraj się obudził. Cieszę się.
- Tak, dzięki. - Uśmiechnęła się i odeszła w stronę windy.
W swoim gabinecie zostawiła korespondencję i płaszcz, i postanowiła wpaść do Iwony.
- Cześć! - zapukała, wchodząc do środka.
- O, Natalia. Chodź.
- Przepraszam, chciałam przyjść na odprawę, ale nie dałam rady. Co nowego?
- W zasadzie nic. Kończy nam się umowa z dostawcami ryb. Leszek ma do końca tygodnia przedstawić nowe oferty.
- Mhm.
- A powiedz jak Artur?
- Lekarz mówi, że będzie dobrze. Jest strasznie słaby, ale kiedy wczoraj się obudził... - Uśmiechnęła się ze łzami w oczach.
- I teraz już będzie dobrze. - Kobieta uśmiechnęła się do niej ciepło.
- Wiem, wierzę w to.
- Aa.. jak Ty się czujesz?
- Dobrze. - Kąciki ust delikatnie uniosły jej się do góry.
- Na pewno?
- Tak. Będę Ci dzisiaj potrzebna? - Zapytała od razu, chcąc zmienić temat.
- Chyba nie. A co, jedziesz do szpitala?
- Mhm. Jeszcze muszę coś załatwić na mieście.. - Uśmiechnęła się podnosząc się z krzesła.
- Pozdrów Artura.
- Dzięki.

***

Kiedy znalazła się w swoim gabinecie, sięgnęła po telefon, wybierając numer przychodni. Miała szczęście i udało jej się umówić na wizytę jeszcze tego samego dnia. Odetchnęła głęboko, odkładając telefon na biurko i sięgnęła po korespondencję.
Kilka minut później odłożyła dokumenty i zaczęła zbierać się do wyjścia.

Trochę ponad kwadrans później podjechała pod szpital. Zamknęła samochód i ruszyła w stronę doskonale już znanego budynku. Niedaleko sali Górskiego spotkała jego lekarza, który uspokoił ją mówiąc, że wszystko będzie dobrze. Co prawda Artur był bardzo słaby, ale badania które przeszedł nie wykazywały niczego podejrzanego. Chwilę później weszła salę, podchodząc powoli do łóżka chłopaka. Usiadła obok, ujmując delikatnie jego dłoń. Pod wpływem jej dotyku od razu otworzył oczy, a na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
- Natalia.. Cześć..
- Hej.. Jak się czujesz?
- Dobrze. - Uśmiechnął się.
- Artur...
- No nie jest źle. Naprawdę. Dobrze, że przyszłaś..
- Kocham Cię.. - Wyszeptała, jednocześnie w jej oczach delikatnie zaiskrzyły się łzy. Tak bardzo chciałaby, że już wszystko było dobrze. Tak bardzo chciała mu powiedzieć... ale wiedziała, że to nie jest najlepszy moment.
- Ja Ciebie też. - Ścisnął mocniej jej dłoń. - Chodź tu.. - pociągnął jej rękę delikatnie do siebie.
Uśmiechnęła się do niego rozbawiona i nachylając się nad nim, delikatnie musnęła jego usta.

W szpitalu spędziła ponad dwie godziny. Opowiadała Arturowi co w hotelu, mówiła, że wszyscy kazali go pozdrowić, i że trzymają za niego kciuki. Kiedy spojrzała w końcu na zegarek dochodziła 13:30. Jeśli chciała zdążyć do lekarza, musiała natychmiast zacząć się zbierać.
- Muszę iść... - westchnęła sięgając po torebkę.
- Już? - spojrzał na nią wyraźnie zawiedziony.
- Mam coś jeszcze do załatwienia na mieście... Jutro posiedzę dłużej, obiecuję. - Uśmiechnęła się, muskając jego wargi. - Paaa.



***

Po jakimś czasie zaparkowała samochód pod przychodnią. Niepewnie rozglądając się wokół, weszła do środka i usiadła na krześle pod ścianą. Czuła się tam trochę nieswojo, znowu wróciły do niej obawy..
Dopiero po kilkunastu minutach na korytarzu pojawiła się pielęgniarka.
- Natalia Lipska?
- To ja.. - podniosła się, zabierając ze sobą torebkę.
- Zapraszam panią...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Etykiety