- Artuuuuuuur! Nieeeee! - Cisze w
kantynie, jaka zapanowała na kilka sekund po wystrzale, rozdarł
krzyk Natalii.
Natychmiast podbiegła i uklękła obok
chłopaka, który upadł na podłogę. - Artuur.. Błagam.. - z
przerażeniem wpatrywała się w jego twarz. Przecież jemu nic nie
mogło się stać, przecież ona go kochała! Najważniejsze dla niej
było by przeżył. Nie zwracała już uwagi na to co działo się
wokół, tuląc go do siebie, nie słyszała kolejnego strzału..
Po kilkunastu sekundach, do kantyny
wbiegli policjanci obezwładniając szaleńca, a zaraz za nimi
lekarze. Od razu podbiegli do leżących na podłodze mężczyzn.
- Proszę się odsunąć! - jeden z
nich zwrócił się do Natalii.
Dziewczyna jednak nie zareagowała,
nadal siedziała na podłodze, obejmując głowę Artura.
- Natalia, chodź - Robert podszedł do
niej i chwytając za ramiona, odciągnął nieco dalej.
Lipska wtuliła twarz w koszulę
barmana, zanosząc się płaczem.
- Wszystko będzie dobrze. - Przytulił
ja mocno.
Po chwili lekarze w pośpiechu zabrali
Artura do jednego z Warszawskich szpitali.
- Zawieść Cię tam? - Robert zapytał,
spoglądając na Lipską, która ledwo trzymała się na nogach.
- ... - przytaknęła.
- Chodź. - obejmując ją ramieniem,
wyprowadził na zewnątrz.
***
Siedziała na jednym z białych,
szpitalnych krzesełek. Robert chodził nerwowo wzdłuż korytarza.
Zupełnie straciła już poczucie czasu. W duchu modliła się tylko,
żeby Artur wyszedł z tego cało. Nie umiała sobie wyobrazić, że
mogłaby go stracić. I to teraz, kiedy wydawało się, że wszystko
wychodzi na prostą.
- A jeśli.. - odezwała się,
podnosząc zaczerwienione i opuchnięte oczy w stronę chłopaka.
- Nie wolno Ci tak myśleć. -
Natychmiast usiadł obok ściskając jej dłoń. - Nic mu nie będzie,
słyszysz?
- .. - przytaknęła. - Wiesz, że ja
mu nigdy nie powiedziałam, że go kocham?
- Powiesz i będziecie szczęśliwi.. -
przygarnął ją ramieniem do siebie. - Przynieść Ci wody?
- Mhm..
Na moment odszedł do automatu
stojącego kilka metrów dalej. Kiedy wrócił, podał jej plastikowy
kubeczek.
- Masz numer jego mamy?
- Mamy.. - podniosła na niego wzrok
zastanawiając się - nie, ale... zapytaj Doroty. Zadzwonisz do niej?
Nie mam siły.. - oparła twarz na rękach, a po jej policzkach znowu
spłynęły łzy.
- Jasne.
Chłopak najpierw wykonał krótki
telefon do Doroty, której krótko wyjaśnił sytuację i w końcu
zdobył numer telefonu Górskiej. Zrobił głęboki wdech i przyłożył
komórkę do ucha. Po chwili usłyszał w słuchawce głos kobiety.
- Dzień dobry. Z tej strony Robert
Zalewski, jestem kolegą Artura z pracy. Artur.. jest właśnie
operowany, w hotelu był wypadek, został postrzelony.. Proszę się
uspokoić, na pewno wszystko będzie dobrze.. Na Karowej..
Oczywiście. Do widzenia. Przyjedzie tutaj. - zwrócił się do
Natalii.
Mijały długie minuty, godziny. Miała
już dość tego czekania. W końcu zza drzwi bloku operacyjnego
wyszedł lekarz. Natychmiast poderwała się z krzesełka i podeszła
do niego.
- Panie doktorze..
- Pani jest kimś z rodziny?
- Na.. narzeczoną.
- Przejdźmy może do mojego gabinetu. - Wskazał na pobliskie drzwi.
- Na.. narzeczoną.
- Przejdźmy może do mojego gabinetu. - Wskazał na pobliskie drzwi.
- .. - przytaknęła tylko, kierując
się za nim. Kiedy usiadła na krzesełku przed biurkiem, spojrzała
wyczekująco na mężczyznę
- Na szczęście kula minęła serce, ale jeszcze nie jest po wszystkim. Stan pani narzeczonego nadal jest bardzo ciężki, a w zasadzie krytyczny. Dzisiejsza noc będzie decydująca.
- Mogę go zobaczyć? - zapytała, próbując otrzeć łzy z policzków.
- Ale tylko na moment...
Lekarz zaprowadził Natalię na OIOM. Powoli podeszła do łóżka na którym leżał chłopak.
- Artur... - delikatnie dotknęła jego dłoni.
Nie odrywając wzroku od twarzy chłopaka usiadła na krzesełku obok łóżka. W końcu rozpłakała się, wtulając twarz w jego dłoń.
- Proszę Cię.. Artur.. - przyłożyła dłoń do jego policzka. - Kocham Cię.
- Przepraszam. - Na salę weszła lekarka. - Nie powinna tu pani długo siedzieć. - Podeszła do monitoria, do które był podłączony Artur i coś sprawdziła. - Pan Artur potrzebuje teraz dużo spokoju.
- A... po dzisiejszej nocy... - podniosła wzrok na kobietę.
- Jeżeli wszystko się dobrze skończy, powinno być tylko lepiej. Niech pani trzyma kciuki. Jest młody, da sobie radę. A teraz niech pani pojedzie do domu.
- Nie, nie mogę. - Zaprzeczyła od razu. Po chwili wstała i wyszła na korytarz.
- I co? - Robert podszedł do niej.
- Yy... - spojrzała na niego nieco nieobecnym wzrokiem. - Musi przeżyć noc. - Odpowiedziała, opierając się plecami o ścianę. W jej oczach nieustannie zbierały się łzy. Nie miała siły z nimi walczyć.
- Będzie dobrze. - Przytulił ją do siebie. - Tak długo o Ciebie walczył, że teraz na pewno nie da za wygraną. Byłem u Igora.
- Igora? - Podniosła na niego załzawione spojrzenie. - Aa. - Przytaknęła.
- Na szczęście to tylko ramię. Michał zadzwonił do Iwony. Niedługo będzie. Teraz Julka do niego przyszła. - Próbował ją wciągnąć w rozmowę.
- Powinnam do niego pójść...
- Daj teraz spokój. Chodźmy na zewnątrz, świeże powietrze dobrze Ci zrobi.
- Na pewno nie chcesz tu ze mną siedzieć. Dam sobie radę. - Mówiła, z trudem panując nad głosem.
- Artur by mi nie darował, gdybym Cię tu zostawił samą. Chodź.
Podał jej płaszczyk i razem wyszli przed szpital.
- Na szczęście kula minęła serce, ale jeszcze nie jest po wszystkim. Stan pani narzeczonego nadal jest bardzo ciężki, a w zasadzie krytyczny. Dzisiejsza noc będzie decydująca.
- Mogę go zobaczyć? - zapytała, próbując otrzeć łzy z policzków.
- Ale tylko na moment...
Lekarz zaprowadził Natalię na OIOM. Powoli podeszła do łóżka na którym leżał chłopak.
- Artur... - delikatnie dotknęła jego dłoni.
Nie odrywając wzroku od twarzy chłopaka usiadła na krzesełku obok łóżka. W końcu rozpłakała się, wtulając twarz w jego dłoń.
- Proszę Cię.. Artur.. - przyłożyła dłoń do jego policzka. - Kocham Cię.
- Przepraszam. - Na salę weszła lekarka. - Nie powinna tu pani długo siedzieć. - Podeszła do monitoria, do które był podłączony Artur i coś sprawdziła. - Pan Artur potrzebuje teraz dużo spokoju.
- A... po dzisiejszej nocy... - podniosła wzrok na kobietę.
- Jeżeli wszystko się dobrze skończy, powinno być tylko lepiej. Niech pani trzyma kciuki. Jest młody, da sobie radę. A teraz niech pani pojedzie do domu.
- Nie, nie mogę. - Zaprzeczyła od razu. Po chwili wstała i wyszła na korytarz.
- I co? - Robert podszedł do niej.
- Yy... - spojrzała na niego nieco nieobecnym wzrokiem. - Musi przeżyć noc. - Odpowiedziała, opierając się plecami o ścianę. W jej oczach nieustannie zbierały się łzy. Nie miała siły z nimi walczyć.
- Będzie dobrze. - Przytulił ją do siebie. - Tak długo o Ciebie walczył, że teraz na pewno nie da za wygraną. Byłem u Igora.
- Igora? - Podniosła na niego załzawione spojrzenie. - Aa. - Przytaknęła.
- Na szczęście to tylko ramię. Michał zadzwonił do Iwony. Niedługo będzie. Teraz Julka do niego przyszła. - Próbował ją wciągnąć w rozmowę.
- Powinnam do niego pójść...
- Daj teraz spokój. Chodźmy na zewnątrz, świeże powietrze dobrze Ci zrobi.
- Na pewno nie chcesz tu ze mną siedzieć. Dam sobie radę. - Mówiła, z trudem panując nad głosem.
- Artur by mi nie darował, gdybym Cię tu zostawił samą. Chodź.
Podał jej płaszczyk i razem wyszli przed szpital.
Więcej ♥
OdpowiedzUsuń