Kolejnego dnia znowu nie było dane jej
się wyspać. Kilka minut przed dziewiątą obudził ją uporczywy
dzwonek do drzwi. Niechętnie podniosła się i przeszła do
przedpokoju. Za drzwiami zastała listonosza.
- Dzień dobry, mam dla Pani polecony.. Proszę tutaj podpisać.. - podsunął jej kartkę, jednocześnie podając długopis. - Dziękuję. Do widzenia.
- Do widzenia.. - zamknęła drzwi, przyglądając się kopercie, na której wyraźnie widniała pieczątka sądu. Nie miała pojęcia o co może chodzić.
Usiadła przy stole w kuchni, rozrywając kopertę i wyciągając zawartość. Spojrzała pobieżnie na trzymaną w dłoni kartkę i momentalnie zbladła. Zawiadomienie o odczytaniu testamentu Tomasza Malewicza.
Wypuściła kartkę od dłoni, wstając gwałtownie od stołu. Minęły prawie trzy tygodnie, wydawało jej się, że to wszystko ma za sobą, starała się zapomnieć o tym wszystkim co przeszła, a tutaj Tomek wracał..
Po chwili rozdzwonił się jej telefon.
- Słucham? - Odebrała nawet nie patrząc na wyświetlacz.
- Cześć, nie śpisz już?
- Artur... Nie...
- Natalia? Wszystko w porządku? - Od razu wyczuł, że ma jakiś dziwny głos.
- Tak, tak. - Odpowiedziała roztargniona.
- Denerwujesz się czymś?
- Nie, po prostu... spieszę się do hotelu.. Zadzwonię do Ciebie później. Paa. - Oparła się o kredens, oddychając głęboko. Drżącymi dłońmi nalała sobie wody do szklanki.
Nie miała pojęcia co ma robić. W końcu sięgnęła po telefon i wybrała numer Iwony.
- Halo?
- Cześć. Przepraszam cię, ale dzisiaj nie przyjdę...
- Coś się dzieje?
- Nie, po prostu nie mogłam spać, mdli mnie.. Położę się, prześpię i będzie dobrze.
- Ale jakby coś wiesz, że możesz dzwonić?
- Mhm. Iwona... mam jeszcze prośbę. - zaczęła niepewnie, sama nie wiedząc dlaczego to robi.
- Tak?
- Gdybyś... gdybyś rozmawiała z Arturem, to potwierdź, że byłam cały dzień w hotelu.
- Ale...
- Po prostu jeszcze nie wie, a…
- No dobrze.
- Dziękuje, cześć. - Rozłączyła się, spoglądając ponownie na kartkę leżącą na stole. Wzięła ją do ręki, czytając jeszcze raz.
Przymknęła oczy, oddychając głęboko. Po chwili odłożyła dokument i położyła się do łóżka, wtulając się w poduszkę.
Miała wrażenie, że wszystko zaczyna jej się wymykać z rąk. Chociaż się cieszyła, nie wiedziała jak powiedzieć Arturowi o dziecku, kiedy już nadejdzie odpowiedni moment. Bała się jego reakcji. A teraz dodatkowo to... Kiedy tylko zamykała oczy, widziała Malewicza. Powoli wracały do niej wszystkie wspomnienia. Te dobre, kiedy luźno traktowała znajomość z Tomkiem i te gorsze, kiedy jej nieodłącznym towarzyszem stał się strach. Miała wrażenie, że on nigdy jej nie zostawi, że osacza ją również po śmierci. Nie potrafiąc już dłużej hamować emocji, rozpłakała się, jeszcze bardziej wtulając twarz w poduszkę.
- Dzień dobry, mam dla Pani polecony.. Proszę tutaj podpisać.. - podsunął jej kartkę, jednocześnie podając długopis. - Dziękuję. Do widzenia.
- Do widzenia.. - zamknęła drzwi, przyglądając się kopercie, na której wyraźnie widniała pieczątka sądu. Nie miała pojęcia o co może chodzić.
Usiadła przy stole w kuchni, rozrywając kopertę i wyciągając zawartość. Spojrzała pobieżnie na trzymaną w dłoni kartkę i momentalnie zbladła. Zawiadomienie o odczytaniu testamentu Tomasza Malewicza.
Wypuściła kartkę od dłoni, wstając gwałtownie od stołu. Minęły prawie trzy tygodnie, wydawało jej się, że to wszystko ma za sobą, starała się zapomnieć o tym wszystkim co przeszła, a tutaj Tomek wracał..
Po chwili rozdzwonił się jej telefon.
- Słucham? - Odebrała nawet nie patrząc na wyświetlacz.
- Cześć, nie śpisz już?
- Artur... Nie...
- Natalia? Wszystko w porządku? - Od razu wyczuł, że ma jakiś dziwny głos.
- Tak, tak. - Odpowiedziała roztargniona.
- Denerwujesz się czymś?
- Nie, po prostu... spieszę się do hotelu.. Zadzwonię do Ciebie później. Paa. - Oparła się o kredens, oddychając głęboko. Drżącymi dłońmi nalała sobie wody do szklanki.
Nie miała pojęcia co ma robić. W końcu sięgnęła po telefon i wybrała numer Iwony.
- Halo?
- Cześć. Przepraszam cię, ale dzisiaj nie przyjdę...
- Coś się dzieje?
- Nie, po prostu nie mogłam spać, mdli mnie.. Położę się, prześpię i będzie dobrze.
- Ale jakby coś wiesz, że możesz dzwonić?
- Mhm. Iwona... mam jeszcze prośbę. - zaczęła niepewnie, sama nie wiedząc dlaczego to robi.
- Tak?
- Gdybyś... gdybyś rozmawiała z Arturem, to potwierdź, że byłam cały dzień w hotelu.
- Ale...
- Po prostu jeszcze nie wie, a…
- No dobrze.
- Dziękuje, cześć. - Rozłączyła się, spoglądając ponownie na kartkę leżącą na stole. Wzięła ją do ręki, czytając jeszcze raz.
Przymknęła oczy, oddychając głęboko. Po chwili odłożyła dokument i położyła się do łóżka, wtulając się w poduszkę.
Miała wrażenie, że wszystko zaczyna jej się wymykać z rąk. Chociaż się cieszyła, nie wiedziała jak powiedzieć Arturowi o dziecku, kiedy już nadejdzie odpowiedni moment. Bała się jego reakcji. A teraz dodatkowo to... Kiedy tylko zamykała oczy, widziała Malewicza. Powoli wracały do niej wszystkie wspomnienia. Te dobre, kiedy luźno traktowała znajomość z Tomkiem i te gorsze, kiedy jej nieodłącznym towarzyszem stał się strach. Miała wrażenie, że on nigdy jej nie zostawi, że osacza ją również po śmierci. Nie potrafiąc już dłużej hamować emocji, rozpłakała się, jeszcze bardziej wtulając twarz w poduszkę.
***
Znowu obudził ją dzwonek do drzwi. Wyrwana ze snu, przerażona usiadła na łóżku, ukrywając twarz w dłoniach. Dopiero po chwili, kiedy dzwonek nie ustawał, wstała powoli, otwierając drzwi.
- Ka... Kaśka?! - nie potrafiła uwierzyć, że za drzwiami stoi jej przyjaciółka. Kasia wyjechała kilka miesięcy wcześniej po zerwaniu z Pawłem. Dostała propozycję pracy w Poznaniu, gdzie chciała rozpocząć zupełnie nowe życie, bez miejsca na tęsknotę za kucharzem. Dziewczyny regularnie dzwoniły do siebie, jednak kilka dni przed wypadkiem w hotelu, Kasia przestała odbierać telefony.
- Wiem, przepraszam.
- Chodź! - Natalia przytuliła ją z całej siły.
- Jak ja za tobą tęskniłam!
- Ja też. Wchodź. - Wpuściła ją do środka.
- Czy ty wiesz, która jest godzina? - Zapytała, spoglądając na Lipską, stojącą przed nią w szlafroku i uśmiechając się.
- Wiem, ale tak jakoś... Dobrze, że jesteś.
- Ej, Tuśka... Co jest? - Spojrzała na nią uważnie, widząc, że dziewczyna unika jej wzroku.
- Nic. Opowiadaj, co się z tobą działo ostatnio co?! - Zapytała przechodząc w głąb mieszkania.
- Aa, normalnie jakieś fatum. - Westchnęła, zaczynając opowiadać wydarzenia ostatnich kilku tygodni. - To co? - Kiedy skończyła spojrzała pytająco na Natalię. - Wybaczysz mi?
- Ech, no nie wiem. - Udała zastanowienie. - Ewentualnie... - Uśmiechnęła się, podchodząc do dziewczyny i przytulając ją.
- A teraz siadaj i mów wszystko po kolei. Coś jest nie tak, prawda? Mecenas, czy dyplomata? - Spojrzała na nią uważnie.
- …. - Usiadła posłusznie na krześle, odwracając twarz. - I od czego ja mam zacząć?
- Od początku. Tusia...
- Nie powiedziałam ci wcześniej, sama nie wiem dlaczego... Ostatnie trzy miesiące to był jakiś koszmar, zły sen z którego nagle się obudziłam, a teraz wraca.
- Co? O czym ty mówisz...
- Kiedy... - tak bardzo bała wracać się do tamtego czasu – kiedy wszystko zaczęło mi się wymykać z rąk, Tomek mi się oświadczył, a ja powiedziałam mu, że to przecież nie jest na poważnie, że między nami nic tak naprawdę nie może być, on tego nie potrafił zrozumieć. Zaczął zachowywać się jak jakiś... jakiś psychopata. Dzwonił, pisał, wysyłał jakieś cholerne zdjęcia moje i Artura.. - przymknęła na moment oczy, próbując zapanować nad drżącym głosem.
- Boże, Tuśka... Czemu nic nie powiedziałaś?!
- Nie wiem. Ponad dwa tygodnie temu w hotelu był wypadek... strzelanina.
- Co?!
- Tomek nie żyje, a Artur jest w szpitalu. Na szczęście wszystko już dobrze, za niedługo go wypuszczą. Myślałam, że już wszystko będzie dobrze, że tamten koszmar się skończył. Zaczęłam przyzwyczajać się, że już nigdy nie zobaczę Tomka, że nigdy się już do mnie nie odezwie... Do dzisiaj.
- Jak to do dzisiaj? To wszystko... ja nie wierzę.
- … - podsunęła jej kartkę leżącą obok na stole. Siedziała patrząc w przyjaciółkę, która czytała zawiadomienie. Powoli w jej oczach zbierały się łzy.
- Ale... chcesz mi powiedzieć, że on ci coś zapisał? Co... co zrobisz?
- Nie przyjmę, nie mogę. Kasia... on mnie kiedyś zostawi naprawdę?
- Kochanie... nie płacz.. - podeszła do niej, przytulając mocno. - Jak ty z tym wszystkim dałaś radę.. Cicho. Teraz już będzie dobrze, naprawę. Artur wróci...
***
- Trzymaj.. - Kasia usiadła na brzegu łóżka podając Natalii kubek z gorącą herbatą. - Lepiej się już czujesz?
- Trochę... - Podniosła się do pozycji siedzącej, upijając łyka.
- Jak spałaś Artur dzwonił parę razy..
- Miałam do niego zadzwonić... - westchnęła. - Najlepiej do niego pojadę. A ty poczekasz tutaj na mnie. Obiecaj, że nigdzie się nie będziesz ruszać. - Uśmiechnęła się do przyjaciółki wstając z łóżka.
***
- Cześć. - Uśmiechnęła się, wchodząc na salę Artura. Podeszła do niego, muskając jego usta.
- Dzwoniłem do ciebie kilka razy.
- Wiem, przepraszam... Zapomniałam telefonu rano, po tym jak dzwoniłeś, a potem kiedy po niego wróciłam, nie uwierzysz kto do mnie przyszedł. Kaśka. - Wyjaśniła szybko, próbując ukryć zmieszanie.
- Kaśka? - Spojrzał na nią zaskoczony.
- Mhm. - Przytaknęła i krótko wyjaśniła dlaczego tak długo milczała. - No, ale powiedz jak się czujesz? Kiedy cię w końcu wypuszczą, co? - Zapytała,ujmując jego dłonie.
- Dlatego do ciebie dzwoniłem.
- Coś nie tak?
- Nie, wręcz przeciwnie. Podobno wszystko jest już dobrze i... po jutrze wracam do domu.
- Naprawdę? To cudownie! - Wtuliła się w jego ramiona.
- I wszystko już będzie tak jak ma być. - Odsunął ją od siebie delikatnie i zatopił się w jej wargach.
Wracając do domu, zatrzymała się w pobliżu parku. Usiadła na ławeczce obok oczka wodnego. Chciała sobie wszystko jakoś ułożyć. Po jutrze miała w końcu zabrać Artura do domu, powiedzieć o dziecku i wszystko miało w końcu się ułożyć. Naprawdę wierzyła, że teraz już nic nie zakłóci ich spokoju. Tylko... następnego dnia musiała załatwić jeszcze jedną sprawę – testament Tomka. Na samą myśl o tym ogarniał ją strach. Postanowiła, że nikt oprócz jej przyjaciółki się o tym nie dowie, a zwłaszcza Górski. Nie chciała dawać powodu do nerwów, a domyślała się jak by zareagował.
Jak ładnie... Na prawdę tego potrzebowałam.
OdpowiedzUsuń