"miłość, to najpiękniejsze sacrum / więc nie traktuj jej jak kontraktu / który zrywasz, gdy dzień masz gorszy / kiedy zyski chwilowo są mniejsze niż koszty / sacrum nie zmieni lekki podmuch wiatru / to źródło, którego nikt nie może zatruć"

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

9.

Wygrzebałam z otchłani wszystkich Wordów ;D

Minęły dwa tygodnie. Natalia z każdym dniem oswajała się z myślą, że zostanie matka, a jedyną osobą, która o tym wiedziała, nadal była tylko Iwona. Każdego dnia Natalia również kilka godzin spędzała w szpitalu, siedząc z Arturem. Chłopak z każdym dniem czuł się coraz lepiej, a każde kolejne wyniki były coraz lepsze. Mimo wszystko jednak lekarz uparł się, ze Górski powinien spędzić jeszcze kilka dni na obserwacji.

Niechętnie otworzyła oczy, wyrwana ze snu dźwiękiem telefonu. Sięgnęła po komórkę, spoglądając kątem oka na wyświetlacz i odebrała.
- Halo?
- Obudziłam cię? - W słuchawce usłyszała głos Iwony. - Przepraszam, ale musisz natychmiast przyjechać do hotelu..
- Co się stało? - zapytała, jednocześnie wstając i przechodząc do kuchni.
- Mamy sajgon. W Excelsiorze mają awarię, wszyscy jadą do nas. Michał ma urlop, a Dorota utknęła w korku...
- Zaraz będę. - Rozłączyła się, znikając w łazience.

Kiedy weszła do lobby, zobaczyła sporą grupkę ludzi tłoczących się przed recepcją. Nad wszystkim usiłował zapanować Kuba i Robert.
- Cześć – weszła za ladę. - Robert idź do restauracji. Słucham panią. - Uśmiechnęła się do kobiety z kilkuletnim dzieckiem.

- Jesteś... – po chwili podeszła do nich Iwona. - Housekeeping nie wyrabia... Ile mamy jeszcze rezerw?
- Yy... pięć dwójek i dwie trójki... - spojrzała niepewnie na Iwonę.
- Na razie starczy... - spojrzała na kilka osób stojących obok stanowiska consierga. - Jakby coś dzwoń, idę zobaczyć jak w restauracji.
- Okej..

Po kilkunastu minutach, kiedy już wszyscy goście zostali zameldowani, do hotelu wpadła Dorota.
- Cześć. Przepraszam, myślałam, że nigdy nie dojadę.
- W porządku. Sytuacja już prawie opanowana. - Lipska sięgnęła po płaszcz i torebkę, kierując się w stronę windy.
Zajrzała do swojego gabinetu, zajmując się ostatnimi fakturami. Już miała się zbierać, do wyjścia kiedy rozległo się pukanie do drzwi.
- Proszę... - Podniosła głowę, znad dokumentów.
- Pani dyrektor.. - do gabinetu weszła Lucy, a za nią ubrana bardzo elegancko kobieta.
- Pani jest tutaj właścicielką?
- Tak... - wstała – Natalia Lipska. O co chodzi?
- Pani jest niezadowolona z naszej obsługi... - Kobieta kolejny raz nie pozwoliła jej dokończyć.
- Niech pani spojrzy – wskazała na koszulę trzymaną w dłoni – czy to jest wyprasowane?
- Jestem pewna, że pani Lucyna bardzo chętnie osobiście to poprawi. - Uśmiechnęła się do niej, próbując załagodzić sytuację. - Prawda?
- Tak, oczywiście...
Kiedy w końcu pani z pokoju 332 zdecydowała się powierzyć swoją koszulę w ręce samej szefowej housekeepingu, Lipska usiadła w fotelu, kładąc dłonie na brzuszku. Siedziała tak przez kilka minut, uśmiechając się do siebie.
- Pójdziemy coś zjeść, a potem pojedziemy do... taty. - Wypowiadając ostatnie słowo uśmiechnęła się jeszcze szerzej, a w jej oczach delikatnie zaiskrzyły się łzy. Nie do końca jeszcze oswoiła się z nową sytuacją. Nie potrafiła jeszcze nazwać siebie mamą.


***

Pod szpitalem zaparkowała dopiero trzy godziny później. Zanim wyszła z hotelu musiała jeszcze załatwić nieoczekiwanie kilka spraw, między innymi rozładować kolejny konflikt z poznaną wcześniej klientką.
Wchodząc do odpowiedniej sali, zastała Artura siedzącego na łóżku z książką w dłoniach. Dopóki jej nie zauważył, stała przez moment w drzwiach, przyglądając mu się z uśmiechem.
- Natalia... - Uśmiechnął się, kiedy podniósł głowę znad książki.
- Cześć – podeszła do niego, muskając jego usta. - Jak się czujesz?
- Dobrze, ale ciągle nie chcą mnie wypuścić. - Odpowiedział z wyraźnym niezadowoleniem. - No nic, pójdziemy się przejść?
- Mhm.. - przytaknęła, uśmiechając się i odkładając na szafkę siateczkę z owocami.

***

- Stęskniłem się za tobą. - Stwierdził obejmując się ramieniem, kiedy spacerowali jedną z alejek przyszpitalnego parku.
- Od wczoraj? - Spojrzała na niego.
- Mhm. Co tam w hotelu?
- Aa... dzisiaj mieliśmy straszne zamieszanie. - Pokrótce opowiedziała chłopakowi o sytuacji w pracy. - Dawno nie byłam taka wykończona... - oparła głowę na jego ramieniu.
- Chodź... - zaprowadził ją w stronę jednej z ławek.
Usiedli, wtulając się w swoje ramiona.
- Kocham cię. - Wyszeptała.
- Ja ciebie też. - Musnął jej głowę, a po chwili usta.
- Musisz się oszczędzać... - stwierdziła kiedy dopiero po chwili oderwał się od niej.
- Oj tam... - uśmiechnął się, ponownie zatapiając się w jej wargach.

Etykiety